24 stycznia 2011

Czarne myśli

Lubię styczniowe, ołowiane niebo. Lubię moje miasto. Lubię zaniedbane podwórka starych kamienic, gdzie czas nie poddał się pogoni za nowością. Lubię długie, samotne spacery. Stukot obcasów na chodniku uspokaja mnie, powtarzalność kroków wprowadza rytm. Dziwią mnie pędzący za czymś ludzie, którym cel zagubił się dawno temu, a zostało przyzwyczajenie, by nie rozglądać się i biec. Męczy mnie atakujący zewsząd fullwypas, świat, w którym wartość człowieka mierzy się grubością portfela, a depresję leczy ubraniami z wyprzedaży. Przecież wszystko to nic o przeciwnym wektorze, a przewrotny zimowy deszcz i tak domaluje łzy roześmianym dziewczynom z bilbordów.



czapka, peleryna :)
spodnie- Zara
botki- Bronx

rękawiczki na zatrzaski- stragan pod Halą Targową

16 listopada 2010

Robienie gęby

Od dłuższego czasu tracę sympatię do blogowania. Nie mam ochoty pstrykać sobie zdjęć, nie interesują mnie problemy rangi światowej takie jak: czy zeszłoroczne buty da się jeszcze wpasować w aktualne trendy, czy są już zdecydowanie passé/ komu pierwszemu uda się dorwać szmirę z h&m z lanvinowską metką/ czy wszyscy anonimowi to świnie. Od lat nie przejmuję się tym, że moje nogi nie są proste jak unijne ogórki, od ponad miesiąca wszędzie biegam w skórzanej kurtce, dżinsach i płaskich butach, bo tak mi wygodnie. Nie zamierzam tego zmieniać. Drażni mnie przyczepianie etykietek osobom znanym wyłącznie ze zdjęć. Nikt nie ma monopolu na fajność, a ja nie po to prowadzę bloga, żeby komukolwiek udowadniać swoją zajebistość. Albo jej brak.

PS. Jeśli zdarzy mi się ubrać inaczej, to zapewne wkleję tutaj nowe zdjęcia.

*pozostaje kwestią sporną, co tak naprawdę jest nadrukowane na mojej koszuli. Zdania są podzielone: albo są to gęby (bo duże), albo kolesie. Ale skoro gęby mają śladowe kończyny, to są to kolesie, prawda?
**Drugi plan mistrzowsko uchwycił eM.

koszula w kolesi -Desigual (w rzeczywistości kolor jak na zdjęciu niżej)
dżinsy-Levi's
zapierdalacze- Lacoste

19 września 2010

Był obraz, ale oblazł...

W tym tygodniu skończyłam dwadzieścia siedem lat. Uczciłam to zdjęciami zrobionymi na terenie mojej podstawówki, na schodach której kilkanaście lat temu mali, piegowaci chłopcy obdarzali mnie na powitanie zdawkowym, acz szalenie wymownym beknięciem. Z małych chłopców wyrośli łysiejący mężczyźni, a ja... Cóż, od jutra okrężnymi ruchami będę wmawiać mojej pupie jędrność, a zmarszczkę na czole tłumaczyć niewyspaniem. O!


żakiet- vintage, :)
buty z wywijanym "kołnierzem"- Timberland
bokserka, dżinsy- :)


1 lipca 2010

Szafiarskie złotka

W dzisiejszej rozgrywce walczą o palmę pierwszeństwa pasek ze złotą klamrą i satynowa bluzka. Swojej pozycji w drużynie dzielnie broni pikowana torba ze złotymi łańcuchami. W defensywie garniturowe szorty. Kici, kici, kitschy...? A może jednak ekstraklasa?



satynowa bluzka- przerobiona z sukienki
wełniane szorty, torba, zamszowy pasek- :)
buty- Ryłko

24 czerwca 2010

Bufonada

W dzisiejszych rozpasanych czasach nie wypada już być skromnym. Modnie jest nadąć się, napuszyć, by wydać się większym. Postawić na efekciarstwo. Upodobnić do silniejszych. Taka próba współczesnej mimikry dla nieśmiałych.



sukienka z metalizowanego lnu- szyta na zamówienie (pani Bogusiu, kocham Panią!)
buty- Bronx
torebka- vintage
srebrna biżuteria- vintage



6 czerwca 2010

Raz na ludowo!

Chłopka z wielkiego miasta. Szukam wśród betonu zapachu rozgrzanej słońcem ziemi. Ciepła drewna i szorstkości kamienia. Miękkiej trawy pod bosymi stopami.
A tu tylko asfalt...



kieca- zmniejszona z rozmiaru xxxl, :)
kolczyki z koralem- jubiler
buty- Ryłko

6 maja 2010

Pogoda pod psem

Jak powszechnie wiadomo, w czasie deszczu nudzą się dzieci i te małe, i te stare, na przykład ja. Siedzenie w domu ma jednak również plusy- można założyć koszulkę z wizerunkiem smutnego psa, wziąć na kolana kota i oddać się powolnemu sączeniu cienkiej, owocowej herbaty z gratisowego kubka wiadomej firmy. Można też bezwstydnie biegać z prawie gołoM pupoM i ustroić się w zakolanówki, których nie założyłoby się nigdzie indziej, bo spadają, pogrubiają i skracają. A, i twarzy można nie mieć. W domu jest fajnie.






koszulka- Zara (tfu!)- :)
zakolanówki- chlaśnięte z rajstop (bezfirmowych, więc pewnie chińskich)

23 marca 2010

Bijemy rekordy

Rekordowe pod względem frekwencji szafiarskie spotkanie odbyło się 21 marca w Krakowie. W samo południe szafiarska reprezentacja ruszyła spod Adasia na Rynku do Dyni na ul. Krupniczej. Tym razem nie było to wyłącznie babskie spotkanie- rzec można, że na początku oprócz szafiarek było jeszcze czterech niepancernych i...pies ( tak, Robaczek przyjechała do Krakowa razem z mężem i Tośką ), Blu i Morven przyjechały w towarzystwie panów fotografów , których szybko pochłonęła rozmowa o aparatach, obiektywach i innych mniej szafiarskich gadżetach, a nas oczarował duuużo młodszy mężczyzna, synek Magii, który podbijał damskie serca jak na rasowego wyjadacza przystało- łapiąc nas na samochód, czekoladowe ciacho i czapkę z daszkiem. Piękną pogodę zapewniła nam Karolina, bardzo skutecznie topiąc dzień wcześniej Marzannę. Desery, drinki, kawy i tym podobne sprawy zapewniłyśmy sobie same, doprowadzając kelnerki do oczopląsu i białej gorączki... Ech, dużo by opowiadać. Kto nie był, nie wie co stracił, a tym, którzy byli/ były dziękuję za fantastycznie spędzony czas i utwierdzenie mnie w przekonaniu, że osoby znane z sieci w rzeczywistości są również fajne i to tak, że spotkanie zleciało błyskawicznie i wydało mi się krótkie, jak moja uparcie podjeżdżająca do góry sukienka.
PS. Tym postem biję też swój prywatny rekord- niespotykaną na moim blogu ilością zdjęć i ... ich autorów.
fot. Magia


żakiet-szyty na zamówienie
sukienka, kozaki- vintage
torba-:)
fot. Arim




fot. Kamil Pohl

3 grudnia 2009

Pif-paw!

Pif-paf, dziś zastrzelę Was moim nowym, a jakże starym żakietem z pawim wzorem. Został przerobiony przez moją niezastąpioną krawcową z tego oto paskudztwa (klik), które nabyłam kilka lat temu tam , gdzie zwykle. Obecnie idealnie wpasował się w miętowy trend Chanel, a przy tym poprawia mi humor,bo ma fajną fakturę i guziki . Zdecydowanie przemawia to na jego korzyść, mimo iż mawia się, że pawie pióra przynoszą pecha. Ponosim, zobaczym...Bluzkę gwizdnęłam mamie, więc lepiej ciiii....nie musi wcale wiedzieć. Z tyłu na ścianie wisi dobry duch mojego domu, zwany Staszkiem, ze względu na niezaprzeczalne podobieństwo do kard. Dziwisza.



żakiet-vintage,przerobiony
bluzka-kradziona
dżinsy-Bik-Bok, kozaki-:)
naszyjnik z turkusów-jubiler
Staszek-bezcenny

24 listopada 2009

Sto pociągnięć myszą przed snem

Jeśli prawdą jest, że tylko winny sie tłumaczy, to jestem jak najbardziej winna, bo w tym poście wyśpiewam wszystko. Przyznaję się bez bicia do blogowym zaniedbań. Stali czytelnicy( tak, naprawdę wierzę, że są tacy, którzy czytają moje posty) z pewnością zauważyli zmniejszenie mojej aktywności blogowej. Rzadziej publikuję zdjęcia, rzadziej odwiedzam inne blogi, sporadycznie komentuję ,blipuję i niekiedy nie mam nawet czasu dokładnie czytać komentarzy do mojego własnego bloga. Coraz bardziej za to pochłania mnie urządzanie domu, które zajmuje mi myśli i każdą wolną chwilę. Nie szukam już nowych butów, sukienek, torebek- "na tapecie" jest glazura, parkiet, gładź. Zamist przeglądać szafiarskie blogi, szukam w necie łazienkowych inspiracji i tonę we wnętrzarskich gazetach. Próbuję znaleźć kompromis między marzeniami a rzeczywistością, mam mnóstwo pomysłów, które trzeba w miarę bezboleśnie osadzić w realnym świecie. Toczę walkę z samą sobą, moim największym sprzymierzeńcem jest kreatywność, największym zaś wrogiem- niezdecydowanie. Zastanawiam się nad utworzeniem drugiego bloga poświęconego urządzaniu domu, ale nie wiem, czy razem z eM chcemy aż tak się obnażać. Na razie rysuję, projektuję, mierzę, szukam, klikam. Ale nadal jestem.